piątek, 19 sierpnia 2011

Sześć: ...są w życiu chwile, w których trzeba podjąć ryzyko i dać się ponieść szaleństwu.

"Ryzykuj wszystko, albo wracaj z niczym."



***


Dwa dni później



Wszystko przebiegało zgodnie z planem. Razem z Yuffie omawiałyśmy plan wyprawy podczas przechadzek w ogrodzie.
- Jak go namówiłaś? - zapytałam, kiedy byłyśmy same.
- Oh, powiedziałam, że mogę zdobyć kilka istotnych części do jego helikoptera, by mógł go ulepszyć. Zgodził się bez zastrzeżeń - mruknęła. - Polecimy i wrócimy jeszcze tej samej nocy - dodała zachwycona swą pomysłowością.
- Ja myślę. Wiesz co może się stać kiedy Gen się dowie o tym? - szepnęłam.
- Wiem, wiem. O nic się nie martw. Z resztą, nie możesz pozwalać by ktoś dyktował ci co masz robić, gdzie chodzić i tak dalej - prychnęła nieco rozeźlona.
- On dba o moje bezpieczeństwo. Mimo, że jestem tu już dość sporo czasu, to i tak nie bardzo się orientuję, kto jest kim. Wczoraj o mały włos a wpadłabym na straż Shin-Ry na targu, a było to za sprawą Clouda, bo chciał dzieciakom mnie przedstawić - zaczęłam się bronić.
- Okej, nie oburzaj się tak. Wyjazd za dwa dni. Muszę jeszcze poszukać jednej części do silnika dla Cida i ... - rzekła robiąc przerwę. - LECIMY Nemesis!! - widziałam jak była podekscytowana. Mnie jednak ta wyprawa nieco martwiła i przerażała. „Nie wiadomo co może się tam stać, a jak co do czego dojdzie to jak sobie poradzę” - zastanawiałam się ale przerwało mi wołanie Aeris.
- Yuffie, Nemesis!! Wchodźcie do środka, robi się zimno - zawołała i weszła do domu. Podążyłyśmy jej śladem i po chwili rozsiadłyśmy się na kanapie, śmiejąc z żartu mojej towarzyszki.
Wieczór minął mi w miłej atmosferze, ale i tak byłam podekscytowana wyprawą. Kiedy byłam już sama w pokoju, zaczynałam ćwiczenia z materią i po trzy godzinnym treningu zaczęłam panować nad czerwoną i niebieską. Powoli z uporem maniaka starałam się opanować białą, lecz to mi jeszcze średnio wychodziło. Zmęczona, położyłam się spać około trzeciej w nocy. Zbudził mnie stłumiony łomot, jakby ktoś wspiął się na balkon lub włamał się do domu. Wstałam i wyszłam z pokoju. Idąc w ciemnym korytarzu, zajrzałam do sąsiedniego pomieszczenia. Ktoś rzeczywiście tam przeszukiwał szafki i gablotę. Szerzej otworzyłam drzwi i zapaliłam światło. Wtem ów osobnik zamarł w bezruchu i spojrzał na mnie.
- Cloud? Co ty tu robisz po ciemku? Co to za burdel? - zapytałam zdziwiona. On szybko podszedł do mnie i złapał za ramię mocniej ściskając pociągnął do środka i cicho zatrzasnął drzwi. Odwrócił się nagle w moją stronę i otaksował jakby mnie oceniał w jakimś celu.
- Co tu robię, to niech ciebie nie obchodzi. Kiedy się tu zjawię ponownie, przyjdę po ciebie. Ktoś chce się z tobą spotkać – odezwał się ponurym głosem. Nie wiedziałam o co mu chodzi. - I nie myśl że możesz się gdzieś ukryć. I tak cię znajdę i odprowadzę na miejsce – zaznaczył.
- Po co mi to mówisz Cloud? Czy coś się stało?
- Musisz być przygotowana na spotkanie – mruknął podchodząc do balkonu. Przytrzymał się poręczy i przełożył jedną nogę przez nią. - Wierz mi, ja nie rzucam słów na wiatr.
- Kto chce się ze mną widzieć? - spytałam, lecz nie uzyskałam odpowiedzi, bowiem jego już nie było. Zobaczyłam jeszcze jak odjeżdżał motorem gdzieś w stronę ósmego sektora. Potem opowiedziałam o wszystkim Aeris, lecz ona tylko wzruszyła ramionami.
- Cloud jest jakiś dziwny od jakiegoś czasu. Nie wiem co robi po nocach, ale kiedy się zjawia jest mrukliwy i taki nieobecny duchem – zmartwiła się. - Myślę, że powinnaś wrócić do Genesisa. Tam przynajmniej będziesz bezpieczna – dodała patrząc na mnie przepraszająco.
- Ale Cloud powiedział, że kiedy wróci to mnie zabierze. A to może nastąpić nie tak wcześnie – rzekłam, gdyż nie chciałam wracać do domu, chciałam jechać po materię.
- Neme, nie patrz tak na mnie, tu chodzi o ciebie. Nie wiadomo z kim Cloud się teraz zadaje, i bynajmniej nie jest to banda Kadaja. Sądzę, że Shin-Rą też nie kontaktuje się – dodała lekko zagniewana moją propozycją. - Nie myśl, że nie chcę cię mieć pod swym dachem, ale Genesis mnie rozszarpie jeśli tobie się coś stanie. Rozumiesz?
- Tak, ale... Aeris proszę, nie chcę już odjeżdżać z powodu Streife. Wiesz, z materią idzie mi coraz lepiej i mogę się bronić - prychnęłam.
- Nie oburzaj się tak. Wiesz już jaki potrafi być Genesis - rzekła. - Ale rozumiem cię, siedzenie tam w samotności lub wyczerpujące ćwiczenia, nie przypadły ci do gustu i brak rozmowy z innymi osobami też ci szkodzi - dodała. - Powiem Genesisowi, że jesteś tu bezpieczna. Z resztą cały czas przewijają się przez dom nasi najlepsi znajomi i przyjaciele - uśmiechnęła się promiennie. Sama też chciała z pewnością bym była jej gościem jak najdłużej. Mogłam ją lepiej poznać i ona mnie.


Dwa dni minęło mi bez żadnych emocjonujących przypadków, lecz też oczekiwanie na wyprawę nie było przyjemne. W końcu przygotowani do wylotu, Yuffie i Cid zjawili się wczesnym wieczorem u Aeris.
- Napijecie się czegoś? - zaproponowała zachodząc do kuchni. Ona zawsze jest uprzejma dla swych gości i częstuje tym co ma w domu. "Jest niezastąpiona, miła i pomocna" - pomyślałam, przypatrując się jej poczynaniom. "Ale we śnie widziałam jak giniesz" - dopowiedziałam myślami, przypominając sobie wczorajszy zły sen.
- Aeris, mamy tylko chwilę, a musimy jeszcze pogadać z kilkoma osobami - odparła Yuffie. - Neme, pójdziesz z nami? - zapytała mnie. Skinęłam głową na znak zgody a Aeris popatrzyła na nas podejrzliwie.
- Wiecie, że...
- Aeris, proszę, nie klaruj nam o tym co już wiemy. Nemesis nic się nie stanie - syknęła dziewczyna. - Jednak mam prośbę, nie mów o niczym Genesisowi - dodała patrząc wymownie. Brązowowłosa przytaknęła, przypominając sobie o pewnym małym problemie, dość krępującym, o którym też wiedziała Yuffie. 
- Dobrze, ale musicie ją chronić, gdziekolwiek jedziecie - zakrzyknęła w drzwiach, kiedy biegliśmy w stronę helikoptera. Będąc już w  środku, Yuffie wskazała mi fotel za pilotem a sama usiadła obok Cida. Odpalił silniki, które krztusząc się wystrzeliły czarną chmurę i zaczęliśmy się podnosić z ziemi. Wkrótce byliśmy w powietrzu. Start jak dla mnie nie był przyjemny. Miałam dziwne dywagacje żołądkowe, lecz wszystko doszło do normy kiedy obraliśmy kurs do Materia Cave. Jakiś czas później, okazało się, że nie ma gdzie wylądować. Musieliśmy długo szukać dogodnego miejsca na posadzenie maszyny. W końcu, gdzieś pośród mniejszych gór pojawiło się dość płaskie miejsce na wykonanie manewru. Ponownie dostałam lekkich mdłości i również szybko minęły, kiedy dotknęłam stopą ziemi. Skalisty teren i pełno piasku. Przypomniał mi się nasz dom, mój i brata, że aż się uśmiechnęłam na to wspomnienie. Otuliłam się szczelniej płaszczem, gdy powiał silniejszy i zimniejszy wiatr. Yuffie rozejrzała się po okolicy i zauważając wąskie przejście między górami poszła w tamtym kierunku. Ja podążyłam za nią a Cid został przy helikopterze.
- Nie idziesz z nami? - zapytałam, odwracając się przez ramię i prawie skręcając w lewo. 
- Yuffie mówiła, że poradzicie sobie same. Z resztą ktoś musi pilnować maszyny - wzruszył ramionami zapalając papierosa i zaciągając się dymem. Pokręciłam głową z dezaprobatą i pobiegłam w stronę mej towarzyszki. Szła dość szybko, lecz nadrobiłam odległość nas dzielącą w kilka minut.
- Hej, musimy zejść na dół i podążyć dalej klucząc między porozrzucanymi głazami. Proponuję zaznaczać drogę fluorescencyjnym sprayem, każdy głaz przy którym będziemy skręcać lub skalną ścianę. Wtedy się nie zgubimy, a w razie czego mam też kilkanaście rac świetlnych - rzekła ciągle uśmiechnięta i zadowolona z wyprawy.
- Wspaniale - odparłam idąc teraz obok niej. Poczułam się pewniej, kiedy znalazłyśmy się już na dole. Zejście nie zajęło nam długo, bowiem trwało pół godziny. "Ciekawe jak będzie z wejściem i czy nic nas nie zaatakuje" - zastanawiałam się.
- Coś się stało? - zapytała przyglądając mi się. - Spokojnie, nikt cię nie ruszy choćby najmniejszym paluszkiem - zapewniła poklepując mnie po ramieniu. Ruszyłyśmy dalej, przechodząc obok głazów, zwalisk i za każdym razem kiedy obierałyśmy jakąś ścieżkę znaczyłyśmy ją. Parę razy udało mi się przywołać kulki materii, a były to trzy niebieskie i dwie zielone. W pewnym momencie nadepnęłam na coś wystającego z ziemi i zasyczałam z bólu.
- Co jest? - Yuffie zaniepokojona podbiegła do mnie i podpierając się na jej ramieniu pomogła przysiąść na wyglądającej jak ława, skale. Obejrzała ranę i pokręciła niezadowolenie głową.
- Opatrzę ci stopę, ale dalej nie pójdziesz. Będziesz musiała tu na mnie poczekać. Postaram się uwinąć w mig z kulkami. Wiem gdzie ich szukać - rzekła robiąc opatrunek.
- Zgoda - nic innego nie mogłam powiedzieć. Stopa bolała niemiłosiernie i nie mogłam jej pomóc w dalszych poszukiwaniach. - Poczekam - dodałam krzywiąc się trochę.
- Okej, jakby coś, to masz tu kilka rac. Wystrzel w powietrze, to Cid zjawi się w mig - mruknęła, kładąc obok mnie pistolet z nabojami. Sama zaś pobiegła ścieżką w dół. Noc była bezchmurna i z miłą lubością zadarłam głowę do góry i oglądałam gwiazdy. 
- Jak ja to wytrzymam - szepnęłam do siebie. - Sama jak palec. Zimniej się robi a stopa zaczyna bardziej boleć. Ale nie będę tego typa wzywać. Nie spodobał mi się - mówiłam tak by choć na chwilę zapomnieć o tym fakcie, że jestem sama. Po jakimś czasie usłyszałam zsuwające się okruchy skalne. Zastygłam w bezruchu, myśląc, że uda mi się niezauważenie schować pod skałę, na której siedziałam. Ponownie słychać było spadające skałki i żwir. Kuląc się czekałam aż owy hałas ucichnie. I tak się stało, tylko że przede mną zobaczyłam czarne, z wysoką cholewką buty i dłoń wyciągniętą w moją stronę. Przestraszyłam się i dalej nie ruszałam. Dłoń także nie zmieniła pozycji. W końcu ośmieliłam się ją złapać i zostałam podniesiona do góry. Stałam na jednej nodze i patrzyłam nieznajomemu w twarz. Mężczyzna miał srebrne długie włosy, oczy koloru mako i pociągłą twarz. Ubrany w srebrny płaszcz z metalowymi naramiennikami przyglądał mi się z zaciekawieniem, nie odzywając się.
- Co tu robisz? - w końcu zapytał, a głos miał tak głęboki, że nawet przeszło mi przez myśl, że chyba gdzieś już go słyszałam, lecz szybko odrzuciłam te myśli.
- Czekam - odpowiedziałam zaczepnie, rana dawała o sobie znać, więc nie miałam najmniejszej ochoty by stać tak i gadać z obcym facetem. Ten się jedynie uśmiechnął i nadal wpatrywał. W końcu odsunął się na wyciągnięcie ramion i zmarszczył brwi, jakby coś sobie przypomniał.
- A jak masz na imię? - zapytał, samemu się nie przedstawiając.
- Powiem, ale jak ty pierwszy to zrobisz - odparłam, czując jak jego dłoń mocniej zaciska się na mojej. Już miał wykonać jakiś ruch, gdy niedaleko nas usłyszeliśmy wyraziste przekleństwa Yuffie. Mężczyzna oddalił się pospiesznie tam, skąd przybył, rzucając mi na odchodne przelotne spojrzenie.
- Jestem Sephiroth, i mam przeczucie że się spotkamy jeszcze nie raz - zakrzyknął, śmiejąc się zniknął mi z pola widzenia. Siadłam ciężko na skale i starałam się wypatrzeć dziewczynę. Pojawiła się w przeciwległej dróżce i idąc szybko w moją stronę coś cicho szeptała do siebie.
- Jestem już. Chodź, pomogę ci - rzekła. - Stopa jeszcze boli? Wytrzymaj, zaraz będziemy w helikopterze - dodała.


***
Och, jakże długo utrzymywałam pustki na blogu. Jej, przepraszam was, zaniedbałam go i kajam się teraz. Wybaczcie mi to. Miałam zbyt dużo innych spraw na głowie. Nota wyszła jak widać. Liczę na choćby jeden komentarz.