niedziela, 14 listopada 2010

Cztery: Srebrnowłosy jegomość i poszukiwanie materii

- Uciekaj - szepnął Cloud i szybko ruszył na nieznajomego. "Jasne, tylko gdzie? Nie znam miasta" - pomyślałam i jedynie co zrobiłam, to schowałam się za jakimiś pudełkami i zaczęłam obserwować blondyna. Nieznajomy też podszedł bliżej i wyciągnął katanę. Nie widziałam jego twarzy. Ubrany jak ninja, ruszył na Cloud'a. Ten zrobił unik i wykręcił piruet zamachując się na gościa w czerni. Tamten jednak zablokował cios i ciął kataną w brzuch blondyna. Streife odskoczył  i ukucnął obserwując nieznajomego. Uśmiechnął się i wykonując salto w powietrzu, zerwał mu kaptur i znalazł się za nim. Ujrzałam srebrne, krótkie włosy. Ów gość tylko się cicho zaśmiał i znów zaatakował, tym razem jakby z furią. Cloudowi jednak udawało się ciosy odparowywać i z równą szybkością zadawać je srebrnemu. Walczyli tak przez jakieś półgodziny, gdy usłyszałam wycie syreny. Obaj jak na zawołanie przerwali walkę i srebrnowłosy zmył się tak szybko jak się pojawił. Cloud podszedł do mnie i popatrzył dziwnie. Zauważyłam krew na ramieniu.
- Chodźmy stąd, zaraz zjawią się służby porządkowe - szepnął podając mi rękę bym wstała. - Czemu nie uciekłaś stąd? - zapytał po chwili, gdy oddaliliśmy się od kawiarenki.
- Niby dokąd miałam uciekać, jak nie znam miasta, co? - prychnęłam
- Aaa, zapomniałem - mruknął. - Wybacz.
- Jesteś ranny - stwierdziłam niż spytałam. - Pokaż.
- To tylko draśnięcie - uśmiechnął się na widok mej zatroskanej miny. - Cóż, zdarza się. Jednak Genesis będzie wściekły.
- Dlaczego? Nic się nie stało - wtrąciłam opatrując ranę.
- Zauważ, że zostaliśmy zaatakowani przez jednego ze srebrnowłosych. A co za tym idzie, to tu mają dziuplę i wiedzą o tobie. A to już nie jest dobrze - wyjaśnił skręcając w kolejną uliczkę. Zapadło milczenie. Nie myślałam, że aż tak to stanie się niebezpieczne. Sądziłam, że albo to wszystko to wytwór mojej wyobraźni, albo oni tak się zbijają. Teraz jednak wzięłam słowa Cloud'a na poważnie. Jedynie zaintrygował mnie ten gość, co mojego towarzysza zaatakował. Tak zawzięcie z nim walczył. Nie mogę zapomnieć jego wzroku, gdy przez króciutki momencik na mnie spojrzał. Ogarnęło mnie przeczucie, że już kiedyś się z nim widziałam, lecz nie potrafiłam tego umiejscowić w czasie. Po chwili uczucie to minęło, ustępując uldze, jaką poczułam, widząc niedawno poznane miejsce. Szybko się z nim oswoiłam i polubiłam. Cóż, chyba dlatego, że spotkałam tu życzliwych mi ludzi. Weszliśmy do domu od strony ogrodu Aeris. Nie było już prawie nikogo. Z salonu dobiegł nas  odgłos telewizora. Weszliśmy tam po cichu, by nie zwrócić uwagi, lecz po chwili przy moim uchu ktoś raptownie rzekł:
- Gdzie byliście? - na co ja wrzasnęłam przestraszona. Odwróciłam się. Za drzwiami stał mój brat. Widać było, że jest zły, choć tego nie okazywał.
- Eee... - nie wiedziałam od czego zacząć, bo z Cloudem nie ustaliliśmy żadnej wersji.
- A tak, poszliśmy się przejść - mruknął blondyn siadając na kanapie a nogi zakładając na stolik. Aeris popatrzyła na niego tak jakby miała go zaraz rozerwać. On jednak nie zwracał na nią najmniejszej uwagi, zajęty przeglądaniem programu telewizyjnego.
- Przejść? A nic więcej nie masz do dodania? - uparcie drążył Genesis nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Nie - zaprzeczył stanowczo mój towarzysz.
- Wiem, że walczyłeś z jednym z nich - oznajmił beznamiętnie czerwonowłosy, przenosząc wzrok na Clouda. Ten znieruchomiał na chwilę i popatrzył na swego rozmówcę. Milczał i czekał na reakcję mojego brata. Raptownie atmosfera w pokoju zgęstniała i ochłodziła się. Aeris widząc napięcie na ich twarzach, lekko szarpnęła mnie za ramię i wyprowadziła do kuchni.
- Nemesis, pomożesz mi przy kolacji. Niedługo zjawią się Tifa, Yuffie, Vincent i parę innych osób - zaproponowała uśmiechając się, tak by odwrócić moją uwagę od obu mężczyzn. Kiedy byłam zajęta robieniem kanapek, ona po cichu wyszła, by sprawdzić co się działo z Genesisem i Cloudem. Minutkę później wróciła zadowolona.
- Czy coś się stało? - spytałam.
- Nie - lecz nadal przyglądałam się jej. - Nie martw się. Nie biją się, tylko rozmawiają po cichu - dodała z wyraźną ulgą w głosie.
- Ty też się martwiłaś, co?
- Tak, wiesz, Cloud nie powinien ciebie zabierać tak daleko od domu. Mogło się wam coś stać. Nie wiadomo kim był atakujący?
- Nie wiem. To co udało mi się zauważyć, to jego srebrne włosy i - zawiesiłam głos w poszukiwaniu najodpowiedniejszego określenia. - I te oczy, wiesz, przez chwilę, gdy na niego patrzyłam, wydawało mi się,że gdzieś już się z nim spotkałam.
- Hm, pamięć będzie powracać. Raz więcej szczegółów sobie przypomnisz a raz mniej. To potrwa. Tymczasem, nie możesz opuszczać domu sama. Co najwyżej będziemy mogły iść jeszcze do baru 7th Heaven. To bar prowadzony przez Tifę. Poznasz ją dziś - odparła myjąc kubki. Znienacka drzwi do kuchni się lekko uchyliły w pojawił się Genesis. Miał nietęgą minę.
- Aeris, możesz nas chwilę pozostawić? - spytał przenikliwie patrząc na dziewczynę. Ona lekko kiwnęła głową i wyszła. Brat usiadł przy stole i gestem pokazał bym zrobiła to samo. No cóż, usiadłam przykładnie. Zapadło długie milczenie między nami. Jedynie co robiliśmy, to mierzyliśmy się spojrzeniami. Nie chciałam dać za wygraną, więc wpatrywałam się w jego oczy. Nie wyrażały żadnych uczuć. W końcu on cicho westchnął i odezwał się:
- Słuchaj, to co teraz powiem, niech nie pójdzie w świat. Rozumiesz co mam na myśli? Musisz zastosować się do pewnych reguł. Inaczej nikt ci nie będzie w stanie pomóc, gdy zajdzie taka potrzeba.
- Dobra, nie praw mi kazań jak matka - mruknęłam.
- Nie przerywaj mi. Wiedz, że tu jak i w tamtym świecie grozi ci niebezpieczeństwo. Nie dość, że srebrnowłosi się o tobie już dowiedzieli, to jeszcze Shin-ra też węszy - warknął. - Nie możesz się narażać, zrozum to. Od tej pory, nie możesz opuszczać domu bez mojej zgody. Wszystkie sprawy będzie załatwiał Cloud lub Vincent, nawet ja. Proszę cię o jeszcze jedno. Nie rób głupich rzeczy, w stylu, gadaj se zdrów a ja i tak wyjdę na miasto. Obiecujesz mi to? - zapytał wpatrując się we mnie. Nie mogłam odwrócić wzroku. Nic nie mogłam zrobić. Po prostu zahipnotyzował mnie.
- Zgoda - odparłam po chwili. - Ale ja nie mogę siedzieć bezczynnie w domu. Przecież będę kiedyś musiała poznać miasto i jego ciemne zakamarki.
- Ani mi się waż, nawet tak myśleć. Nie pozwalam!! - wykrzyknął i zerwał się z krzesła. Upadło, robiąc przy tym dużo hałasu. Natychmiast w pomieszczeniu zjawili się Cloud i Aeris, zwabienie hałasem.
- Nic się nie stało. Ona jest uparta i nic nie rozumie!! - zdenerwował się brat.
- Och, Genesis. Uspokój się. Wdech i wydech, wdech i wydech - mruknęłam. - Dobra, zastosuję się do waszych zaleceń - dodałam by udobruchać braciszka. Aeris pokręciła jedynie głową a Cloud tylko się leciutko uśmiechnął. Niebawem zadzwonił dzwonek do drzwi i po chwili w pomieszczeniu znalazło się trzy osoby. Vincenta rozpoznałam od razu po jego czerwonej pelerynie. Dziewczyny pierwszy raz widziałam, lecz pierwsza, z długimi włosami podeszła do mnie i z uśmiechem się przedstawiła.
- Cześć, jestem Tifa a to Yuffie, moja przyjaciółka - rzekła wyciągając do mnie dłoń, którą uścisnęłam. Yuffie tymczasem usiadła obok mnie i również uścisnęłyśmy sobie dłonie.
- Dobra, to trzymaj się Neme. Muszę lecieć - odparł brat i skierował się do wyjścia nim Aeris zaproponowała mu pozostanie. Tifa razem z Aeris zajęły się kuchnią a ja, Vincent i Yuffie udaliśmy się do salonu. Zastaliśmy tam Clouda oglądającego zawzięcie telewizor. Gdy nas zobaczył, skinął głową byśmy poszli w jego ślady. Trochę dziwnie się zachowywał, był jakiś milczący i pogrążony we własnych myślach. Pogadałam trochę z Vincentem i po bliższym zapoznaniu się z Yuffie, wyszłyśmy do ogrodu. Zaczynało się ściemniać, więc rozmawiałyśmy szeptem.
- Słuchaj, nie wiem jak ty, ale ja bym nie wytrzymała tu - mruknęła gdy wysłuchała mych żalów co do siedzenia plackiem w domu. - Genesis to czasem przesadza z tą ostrożnością.
- Tak?
- Nom, jak chcesz to mogłabyś się ze mną wybrać na wzgórza poza miasto. Muszę znaleźć kulki materii.
- Nie pozwolą mi na to - odparłam. - A co to są te kulki materii?
- Zapomniałam, że od niedawna tu jesteś. Patrz, pokażę ci jedną - rzekła wyciągając małą czerwoną kulkę. Zabłyszczała gdy ją dotknęłam. Przestraszona zabrałam rękę.
- Ooo, zareagowała na ciebie - zdziwiła się Yuffie. - Może jednak uda mi się ich przekonać byś mogła pójść tam ze mną. Coś mi się zdaje, że one będą na ciebie reagować tak jak ta - zaszeptała gorączkowo.
- Tak sądzisz? Można by spróbować - odparłam zachwycona pomysłem koleżanki. Jak dla mnie to nawet zaczęłyśmy się nieźle dogadywać. Ciekawe co na to inni powiedzą.
- Chodź, zimno już mi się robi - rzekła i ruszyłyśmy z powrotem do domu.


***
Oto i kolejny wpis z opowiadaniem. Myślę, że nie zniechęci was jego długość. Tak jakoś mnie wzięło i napisałam.
Co do kolejnego to może ukazać się za parę dni lub tydzień. Jeszcze zobaczę. A teraz zapraszam do komentowania.

środa, 10 listopada 2010

Trzy: "Lekko, łatwo i bez trudu otwierają się jedynie drzwi prowadzące do zguby."

- Słuchaj, Neme. Zostaniesz jeszcze u Aeris. Shin-Ra wszędzie węszą i być może też już dowiedzieli się o tobie. Tu jesteś bezpieczna - odparł Genesis. - Będę wpadał do was - dodał dopijając kawę.
- A powiesz mi coś o sobie? O mnie? Nadal nie wiem, co o tym wszystkim myśleć - mruknęłam.
- Jasne - rzekł czochrając moje włosy.
- Ej, nie znoszę jak ktoś tak robi - udałam obrażoną, a on tylko się roześmiał preliście i wyszedł przez tylne drzwi w kuchni. - To kiedy mam się spodziewać jakichkolwiek wyjaśnień - krzyknęłam za nim, lecz nie otrzymałam odpowiedzi. Już go nie było.
- Ech, nie martw się. Ja coś nieco mogę ci powiedzieć - rzekł blondyn. - Ale może się przejdziemy, pokażę ci miasto, co? - zaproponował, na co przystałam. Po chwili wyszliśmy na zewnątrz. Słońce jeszcze było wysoko na niebie i idąc tak w milczeniu, oglądałam miasto, w którym przyszło mi teraz żyć przez jakiś okres.
- Hm, tyle się wydarzyło od tamtego dnia, że nie wiem od czego zacząć - mruknął po jkichś kilkunastu minutach mój towarzysz.
- Może jak dla mnie to najpierw byś zaczął od tego co było "tamtego dnia" - zaproponowałam. - Jestem tu od kilku godzin i nie mam o niczym pojęcia - dodałam trochę ironicznym tonem głosu.
- Okej. Nie będę ci mówił o datach. Zdarzyło się to pięć lat temu. Wtedy jeszcze Seph był... hm, normalny, to chyba dobre określenie. Shin-ra zdobywała coraz większą potęgę zarówno w handlu jak i militarnie. Dowiedzieli się o tobie i chcieli cię wykorzystać do swych celów, któym jednym z nich było ujarzmienie Jenovy. Porwali ciebie i trzymali gdzieś na pustyni, lecz razem z ludźmi, których zdążyłaś poznać, odbiliśmy ciebie. Jednak nie byłaś tu bezpieczna i musieliśmy cię gdzieś ukryć. To właśnie Sephiroth, kiedy przyłączył się do nas, podpowiedział, że możnabyłoby otworzyć portal za pomocą materii i przenieść cię gdzieś, gdzie będziesz bezpieczna.
- No i tak trafiłam do znanego mi do tej pory świata - dodałam przerywając mu
- Potem to stała się katastrofa, Jenova opętała Sepha i ten w przypływie furii, podpalił Nibelheim i zabił wszystkich jego mieszkańców. I znów znalazłaś się w niebezpieczeństwie. Wiedzieliśmy, że on będzie ciebie poszukiwał. Wiedział też gdzie obecnie jesteś, więc musieliśmy razem z Genesisem zareagować. I dlatego jesteś teraz tu - zakończył opowieść. - Może usiądziemy tu i czegoś się napijemy - dodał wskazując małą kawiarenkę z dużym szyldem-neonem. Usiedliśmy pod parasolkami i zapadła między nami chwilowa cisza.
- A co się stało z Sephirothem? - zapytałam mącąc pogłębiającą się ciszę.
- Tego nie wiadomo - odparł rozglądając się wokoło tak, jakby szukał czegoś lub kogoś.
- Coś się stało? - spytałam.
- Lepiej jak wrócimy do domu - szepnął i pozostawiając pieniądze na stoliku, pociągnął mnie do środka kawiarenki, gdzie przeszliśmy przez kuchnię i wyszliśmy tylnym wejściem, odprowadzeni zdziwionymi spojrzeniami kucharza i kelnerki. Cloud potem poprowadził mnie wąśką i ciemną uliczką, gdzi poniewierały się śmieci. Usłyszeliśmy czyjeś kroki. Cloud szybko znalazł się między mną a tym kimś.


c.d.n.


Jeśli się podoba to napiszcie w komentarzu. Pozdrowionka.

niedziela, 7 listopada 2010

Dwa: "Jak na deszczu łza, cały ten świat nie znaczy nic. Chwila która trwa, może być najlepszą z twoich chwil."

Heh, co byście powiedzieli na to, jakbyście się na prawdę przenieśli gdzieś do nieznanego miejsca? Padlibyście z wrażenia? Ja padłam. I to serio. A było to tak.
Szłam powolnym krokiem na uczelnię. Nie spieszyło mi się bowiem pierwsze zajęcia z gramatyki mieliśmy odwołane. Idąc tak nuciłam sobie jakąś melodię. Wtem coś pojawiło się na mej drodze. Gdy się zbliżyłam, zaczęło oślepiająco lśnić różnymi kolorami tęczy i później przybrało wygląd mgiełki. Przysłoniłam ręką oczy i chcąc wyminąć to coś, potknęłam się o wystającą płytę chodnika i jak na złość wpadłam właśnie w sam środek. Poczułam się bardzo dziwnie i sennie. Zakręciło mi się w głowie. Zemdlałam. Nie wiem ile czasu tak leżałam, ale gdy się obudziłam, co pierwsze zrobiłam to rozejrzałam się. "O jasna cholera" - żachnęłam w myślach. „Gdzie ja jestem? Co się stało? Co to wszystko znaczy?” Coraz więcej pytań pojawiało mi się w głowie, ale odpowiedzi wcale nie nadchodziły. Zerwałam się szybko z łóżka i podbiegłam do drzwi. Nie były zamknięte na klucz, więc wyjrzałam na zewnątrz. Usłyszałam jakieś przytłumione głosy dochodzące z dołu. "Porwali mnie!!" - wrzasnął głosik w mojej głowie. "Musisz się stąd jak najszybciej wydostać" - podpowiadał. Pomyślałam, że na prawdę już zaczynam tracić rozum. Wtem ktoś rzekł głośniej:
- Pójdę sprawdzić jak się ona czuje - odparł kobiecy głos. 
- Dobra. Ja idę po resztę. Musimy to omówić - rzekł tym razem męski basowy głos.
Szybko schowałam się do pokoju. Wskoczyłam do łóżka i z bijącym sercem oczekiwałam nadejścia tej kobiety. Po chwili usłyszałam jak wchodzi po schodach. Cicho otworzyła drzwi. Znieruchomiałam pod kocami. Ona usiadła na krześle i lekko dotknęła mojego czoła. Miała zimną dłoń i taką delikatną skórę.
- Hm, gorączka trochę zelżała - szepnęła do siebie. W tym czasie, nagle otworzyłam oczy by jej się przyjrzeć. Gdy to zauważyła, podskoczyła lekko i potem uśmiechnęła się promiennie. Wstała i poodsłaniała okna. Było chyba już po południu. 
- Jesteś głodna - stwierdziła gdy zaburczało mi w brzuchu. - Proszę, tu masz nowe i czyste ubrania. Łazienka jest za tamtymi drzwiami. Zaczekam za drzwiami – dodała, wskazując drzwi po mojej lewej stronie, w głębi pokoju i wyszła. Ja w tym czasie szybko umyłam się i przebrałam. Wychodząc wpadłam na nią uderzając klamką. Ona lekko się skrzywiła, lecz nic na to nie powiedziała. Zeszłyśmy do przestronnej kuchni. Nawet była dobrze wyposażona. Usiadłam przy stole, a ona uklęknęła i zaczęła szperać w szafkach. Po chwili ustawiła na stole talerze, wazę z zupą, jakieś jeszcze przekąski. 
- Nie krępuj się, poczęstuj się – rzekła. - Z naszej strony nic ci nie grozi. 
- Kim pani jest? Gdzie ja jestem? Co to za miejsce? Jak długo tu będę? Czego ode mnie chcecie? - zasypałam ją pytaniami. - Odpowiedz!! - wrzasnęłam roztrzęsionym głosem i uderzyłam pięścią w stół.
- Nazywam się Aeris Gainsborough i jesteś w moim domu. Mam się tobą przez pewien okres zaopiekować. Potem będziesz u kogoś innego. 
- U kogo? - warknęłam nienasycona tą odpowiedzią. 
- Genesis i Cloud będą ciebie uczyć walki mieczami i bronią palną – odpowiedziała nie spoglądając na mnie. 
- To właściwie gdzie do jasnej cholery jestem?! - wykrzyknęłam wstając od stołu i trącając szklankę, która upadła i rozbiła się na kawałeczki. Po chwili zrozumiałam swój błąd i zachowanie. - Przepraszam, nie powinnam się na ciebie tak oburzać – bąknęłam pod nosem.
- Dobrze cię rozumiem. Znalazłaś się w całkowicie nowej sytuacji i miejscu innym niż to, w którym żyłaś. Wiem, co teraz czujesz. Nie martw się, wszystko się niedługo wyklaruje. Zjedz coś – odrzekła spokojnym głosem sprzątając szkło. - Za kilkanaście minut powinni zjawić się tu wszyscy, wtedy dowiesz, się po co cię tu ściągnęliśmy. 
Dla mnie te kilkanaście minut ciągnęło się wieczność. W końcu dzwonek drzwi wyjściowych zadzwonił i Aeris pobiegła otworzyć. Nagle w kuchni i na korytarzu zrobiło się tak tłoczno, jakby urządzili tu jarmark. Każdy z przybyłych witał się ze mną, jakbyśmy się znali od lat i nie widzieli tylko jakiś miesiąc. Strasznie było mi głupio. „O co tu chodzi?” zastanawiałam się dłuższą chwilę. Nagle podszedł do mnie wysoki mężczyzna o szczupłej budowie ciała. Miał czerwone włosy, a za nim ustawił się chłopak o blond włosach i ujmującym uśmiechu.
-Witamy w Midgarze. Jestem Genesis a to Cloud – przywitał się ten w czerwonym płaszczu. 
- Dlaczego wszyscy tak dziwnie się zachowujecie? Nie jestem żadnym bóstwem ani wyrocznią – mruknęłam na co blondyn się nieco speszył. 
- Hm, jak by ci to powiedzieć. Tutaj wiedzieliśmy o tobie od ładnych piętnastu lat. Do tej pory krąży o tobie przepowiednia... - nie dokończył gdyż wszedł mu w słowa czarnowłosy mężczyzna o brązowych oczach. 
- Genesis, nie rozpędzaj się tak. Jeszcze na to będzie czas – wtrącił.
- Vincent, ty zawsze musisz swoje trzy grosze wpieprzyć, co? - warknął Genesis, przysiadając obok mnie. - Zresztą jesteśmy rodzeństwem z Nemesis – dodał poklepując mnie po plecach. Popatrzyłam na niego jak na wariata, lecz on się tylko uśmiechnął. Do naszej rozmowy włączył się Cloud. 
- Tak, tak. Wiedziałem – szepnął siadając naprzeciw nas. - To dlatego na nią polował Kadaj i Yazoo, prawda?
- Tak. Neme, to ja ciebie, razem z Sephirothem, odesłaliśmy do innego świata byś spokojnie mogła żyć. Jednak teraz musieliśmy cię stamtąd zabrać - powiedział Genesis.
- Dlaczego? - zapytałam zaciekawiona jego opowieścią. 
- Niedługo się dowiesz – westchnął. - Aeris zrobisz nam kawy? - zwrócił się do właścicielki domu.

 ***

Notka tak wyszła jak widać. Myślę, że się spodoba. Piszcie jak zauważycie błędy. Zapraszam do czytania.

Jeden: Wstęp do mnie, czyli jak to się zaczęło...

Nie raz tak sobie myślę, że gdybym mogła przenieść się gdzieś indziej, to zrobiłabym to natychmiast. Może się to wydać wam samolubne i głupie, ale chciałabym pozostawić wszystkie troski gdzieś daleko za sobą i zacząć budowanie swego malutkiego światka od nowa. Banalne? Dziecinne? Niepoważne? Nie, nie dla mnie. O tym marzę od jakiegoś czasu. I nie myślcie sobie, że ze mną jest coś nie tak. Uczę się dobrze. Zaczynam już drugi rok studiów na filologii romańskiej - ten język to moja pasja od podstawówki. Lecz i to mi się powoli przejada. Chciałabym przeżyć jakąś przygodę życia. Jednak nie w tym świecie. Od niedawna chodzi za mną dziwne przeczucie, że coś się wydarzy. Nieraz już tak miałam i po kilku dniach, na przykład odbył się niezapowiedziany kolosik z literatury, czy gramatyki. Tak mam i teraz. Nie wiem co może się zdarzyć. Zobaczymy.
Moi znajomi nazywają mnie Varia. Za pierwszym razem, gdy to usłyszałam od Mikołaja, to nawet lekko się oburzyłam, ale teraz bardzo mi się podoba. Często po zajęciach wychodzimy gdzieś zaszaleć i odreagować stresy związane ze studiami. Całkiem inne miałam o tym wyobrażenia. A teraz czuję się jakby ktoś wylał na mnie kubeł lodowatej wody. Cóż ze wszystkim trzeba się pogodzić. W akademiku dzielę pokój z dwiema dziewczynami. Jedna jest na trzecim roku pedagogiki i straszna z niej zrzęda. Potrafi na wszystko godzinami narzekać. Druga, Ewelina, też jest na tym samym roku co ja, lecz na wydziale chemii. Kiedyś to i ja chciałam studiować chemię, lecz odwidziało mi się z powodu fizyki, która była wpisana do zajęć obowiązkowych. Tak więc, wybrałam język francuski.

***

Na dziś kończę. Wpis krótki, ale tak mi bardziej pasuje. Do zobaczenia wkrótce i na pewno będzie się działo.

Coś tak na miarę powitania

Jestem tu nowa, więc to takie małe powitanie w pierwszym poście. Chcę zaznaczyć, że moje opowiadanie nie będzie o mnie, choć też jestem studentką. Za jakieś kilkanaście minut spróbuję zamieścić pierwszy rozdzialik mego opowiadanka.
Rozdziały przeze mnie dodawane nie będą długie. To tak gdybyście narzekali na to. Lecz nie mówię, że nie będę się starała pisać dłuższych. Nie życzę sobie poganiania w publikowaniu nowych postów. Napiszę, gdy po pierwsze będę miała wenę, po drugie, będę miała czas.
To tyle jeśli chodzi o informacje.
A ten post pojawił się, gdyż chcę zobaczyć jak będzie wyglądał na blogu.
Pa.